Search

Polish (Poland)English (United Kingdom)
Displaying items by tag: Anna Steller

W bogatym programi Otwartego Kurortu Kultury w Sopocie warto zwrócić uwagę na performance

w ramach projektu CROSSACTIONS : URBAN TALES

22-23.07 | piątek 12.00, sobota 13.00 | ul. Haffnera – przy niebieskim drzewie | performance Uli Zerek pt.: Polka Dot

22-24.07 | piątek – niedziela | 21.00-23.00 | Plac Przyjaciół Sopotu – Alga | instalacja video Alicji Karskiej i Oli Went pt.: Sygnatury

22 i 24.07 | piątek i niedziela | 22.00 | ul. Haffnera 25 | performance Good Girl Killer pt.: Lotta i Gula

23.07 | sobota | 12.00 | plac na ul. Haffnera | performance Angeliki Fojtuch pt.: 2011 Sopot

 

W program CROSSACTIONS : URBAN TALES




 

Published in Article

 

Good Girl Killer - Anna Steller i Magdalena Jędra

 

Have a Nice Hell - performance w Galeri Pionova

" Performance zrealizowany w przestrzeni galeryjnej bez tetralnych atrybutów i zbędnej estetyzacji. Całość jest wariacją na temat strachu,

we fragmentach tak emocjonalną , że aż absurdalną"

 

27 listopada 2010 , godzina 19:00

 

 

Galeria Pionova , ul. Olejarna 2 / Gdańsk

 

bilet:  10 pln

 

Performance towarzyszy otwarci wystawy Galerii Pionova.

Published in Announcement

Spektakl według pomysłu Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza "Hungrige Hertzen", można obejrzeć w niedzielę 31 października, w klubie Żak, o 19.00.

 

Premierowy pokaz spektaklu przyciągnął tłumy wielbicieli Teatru Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza.


"Hungrige Hertzen" to spektakl szczery i bezpośredni, suma znaczeń wokół tematu gwałtownych namiętności, miłości w świecie pożeranego na  surowo serca, gdzie osobliwość rodzi osobliwość.

Wszystko co wiadomo o sercu jest w tym spektaklu.
Serce  jest pompą, podrobem pożeranym na surowo. Serce siedlisko uczuć, symbol miłości i miłosierdzia, równie odrażające co dziwaczne.

"Hungrige Hertzen" - Zgłodniałe Serca.


W spektaklu grają Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, Anna Steller, Julia Mach, Kuba Bielawski i Iwona Baranek.

Wideo  stworzył Maciej Salamon.  Muzyki użyczył Helmut Nadolski


Spektakl zrealizowano przy wsparciu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego

Published in Announcement

cytat w zapowiedzi spektaklu przywołał widmo Andre Bretona.

wielkim marzeniem artystów początku zeszłego wieku było tworzenie " z podświadomości" , czemu służyć miało choćby wsłuchiwanie się w  "źródło podszeptu" , picie, palenie, zjadanie przeróżnych substancji , albo " ecriture automatique" , jako metoda pracy twórczej, by wymienić te szkolne wynalazki surrealizmu, bez popadania w zasadniczy ton.

każdemu kto próbował, tych metod " na podświadomość" , nie trzeba tłumaczyć że to ścieżka zasadniczo zawodna, chyba że idzie w duchu koniunktury, podobnie jak modne mogą stać się obrazy malowane oślim ogonem.

karl gustav jung bardzo chciał rysować mandale, z podświadomości, niestety jako naukowiec szybko doszedł do wniosku, że kontaktuje się przeważnie z własnym " chceniem" a nie z podświadomością i samo wsłuchiwanie się " w źródło podszeptu" nie może być wystarczającą legitymacją tworzenia, chociaż jest zręczną techniką ćwiczenia uwagi, skierowanej na ego.

czy artystom potrzebne jest jeszcze więcej skupienia na niewyczerpanym źródle podszeptu ? sto lat po surrealistach, odbija się niestrawiona treść cudzych doświadczeń. podświadomość o której wiadomo że nie można do niej dotrzeć bo wtedy staje się świadomością, jest jak niewidzialny bombowiec za miliardy dolarów. można twierdzić, że jest, można go kupić,  ale nikt go nigdy nie zobaczy.

freud, piewca ukrytych motywacji, umarł na raka wargi bo wieczni kopcił cygaro, a pieniądze z wieloletnich terapii przeznaczał na kokainę. ciekawe czy ukryta, oralna motywacja, pchnęła go do wynalezienia " psychologi głębi" . na pewno miał talent.

4 utalentowane tancerki, które z nazwiska wymieniam na końcu, zdając się na niewyczerpane źródło podszeptu, weszły do opróżnionego basenu po solance. zaprosiły do współpracy tandem stałych współtwórców i zabawiały wcale liczną publiczność, tak sprytnie ustawioną wokół wysokich barier wysokiej sztuki, że żeby obejrzeć cały spektakl, każdy musiał unosić się metr nad chodnikiem. to nie wszystkim udawało się, więc niektórzy krążyli wokół basenu, oglądając za każdym razem inna część rozgrywanych na dnie scen.

czarująca atmosfera miejsca, pająki na suficie, bliskość lasu, krystaliczna solanka, stosy oszronionych badyli, statyczna, ciągnąca się muzyka, która nigdy nie osiąga kulminacji i nie znajduje rozwiązania, cztery tancerki na dnie basenu.

wokół aż gęsto od niewyczerpanych źródeł podszeptów.
kobiety wstrząsane drgawkami. przez chwilę pantomima. konfiguracje i układy napięć. na dnie basenu zadzierzga się psychiczny stan. osoby scalają się w osobę. rozpełzają się na duety. prowokacja pozostaje w granicach oparu, czar gęstnieje.

nie sposób obserwować wszystkiego jednocześnie. moja uwaga abstrahuje od domniemanej treści spektaklu i zwracam się do zmysłowej strony ludzkiej natury. momentami chaotyczna choreografia, zaciska się jak warkocz ciągniętej za włosy. spektakl osiąga punkt krytyczny. powracają posągowe, zmanierowane gesty - para posągów na skraju fontanny patrzy w dal, a jednocześnie dla wszystkich widzów, po środku sceny rozkwita duet sadomasochistyczny. prawidłowość interpretacji znajduje potwierdzenie w kolejnej scenie, angażującej wszystki cztery aktorki: kolejno jedna przyklęka, kuca, wchodzi w pozycję służebą, inna wstępuje jej na plecy, a dwie towarzyszą temu, trzymając aktualną dominantkę za ręcę na sposób wybitnie dworski. aktorki zmieniają się w tych rolach.

granice między partiami spektaklu są płynne. rozpoznanie że ktoś aktualnie ma solo, możliwe jest tylko w oparciu o subtelne rozłożenie napięć i intensyfikację mimiki. spektakl stabilizuje się ku końcowi. aktorki ponownie rozpełzają się po scenie, nieruchomieją, powracają do początkowej katatonii. koniec.

formalnie spetkal jest ewidentną improwizacją na przepracowanym temacie, wokół wcześniej przygotowanych szwów. jest to podstawowa metoda pracy we wszystkich trójmiejskich teatrach tańca, nie ma tu nowatorskich rozwiązań. nie ma też spetkakularnych zabiegów choreograficznych. podział na partie solowe i grupowe, jest czysto umowny, można powiedzieć " geograficzny" , bardziej niż strukturalny.

ci którzy przyszli pooglądać piękny taniec, mogli poczuć się zawiedzeni, ale bardziej doświadczeni widzowie, wiedzą już że piękny taniec jest po prostu passe a najważniejsze są wewnętrzne motywy i rozgrywanie własnych napięć, jako podstawowe tworzywo sztuki, bo do tego doszedł ogólnie wyzwalający postmodernizm i konia z rzędem temu kto przełamie tą tendencję, proponując strukturę jak diament.

a jednak " le sni" , spektakl, sięgający po " niewyczerpane źródło podszeptu" , traktowany tak jak chcieli zapowiadający go autorzy, jako instalacja site-specific, to przedsięwzięcie udane.

to igranie ze znaczeniem obecności aktorów, mogło wprawiać w konsternację ale mogło też wyzwalać widzów, odrywać ich skupioną, oczekującą uwagę. spektakl pozwalał sycić zmysły prowokowane światłem, dźwiękiem, ruchem,  nie bez znaczenia był szczególny charakter domu zdrojowego w środku lasu, gdzie obudzeni somnambulicy, wdychając solankę przekraczają granicę między  ruchem we śnie a ruchem na jawie.

wiadomo że ten spektakl nie rozegra się już w tym miejscu, tym bardziej, polecam obserwować, następny ruch grupy "Good Girl Killer" - Anna Steller i Magdalena Jędra, znieruchomiały już kilka miesięcy temu, podczas Gdańskiego Festiwalu Tańca. Wtedy jako "morskie koniki gnane popędem" ( tytuł spektaklu), a obecnie, jako wcielenie somnambulizmu, na dnie basenu. nawet całkowicie amatorska interpretacja w duchu psychoanalizy musi zwrócić uwagę na obecność wody, na wody odchodzenie i podmokłe rejony, ciemne obszary, podszepty i oślizgłe zejść w głąb.  

Spektakl " le sni" stworzyli:

aktorki:
Magdalena Jędra i Anna Steller ( Good Girl Killer)
Ramona Nagabczyńska i Tatiana Kamieniecka
muzyka:
Rafał Dętkoś i Karolina Rec
obraz:
Patrycja Orzechowska
światło:
Michał Kołodziej
kostimy:
Julia Porańska
producent:
Patrycja Orzechowska




podszeptał

Bartłomiej Łuniewicz

DanceDesk
Published in Review

 

Punktem wyjścia do stworzenia spektaklu jest zjawisko somnambulizmu.

le sni jest wariacją na temat historii ludzi cierpiących na tę przypadłość. Jest
jednocześnie perspektywą dla opisu współczesności, zagubionych bohaterów
codzienności, nieświadomych swoich własnych motywów.
Spektakl teatru tańca w nurcie site-specific zostanie wystawiony w sopockim
sanatorium "Leśnik", w nieczynnym basenie zamienionym w salę inhalacyjną.
Sanatoryjne wnętrze z teatralnym oświetleniem, które tyleż odsłania co
zakrywa jego uroki, z wizualnym migotaniem obrazów, choreografią na cztery
"śniące" tancerki, muzyką na wiolonczelę i elektronikę, zbudują oniryczną,
senną atmosferę.

Somnambulizm (lunatyzm) to naukowy fenomen, którego nie udało się dotąd wyjaśnić, bo nie ma w pełni skutecznej metody leczenia jej. Niedawne badania wykazały, że osoby, u których występuje somnambulizm, często cierpią także na różnego rodzaju, czasem subtelne, zaburzenia oddychania w czasie snu. Charakterystyczną cechą u somnambulików są hiperaktywne fale delta, a to oznacza sen nadmiernie, patologicznie wręcz głęboki. Na sennowłóctwo cierpi podobno aż  2,5% ludzi na świecie, dla których codzienny spacer podczas snu to nic nadzwyczajnego. 25% z nich może wyrządzić sobie krzywdę niebezpiecznymi narzędziami czy też ostrymi krawędziami przedmiotów. Część z nich potrafi wychodzić za okno i spacerować po parapecie, inni wsiadają do samochodu próbując odjechać.

MULTIMEDIALNY SPEKTAKL TEATRU TAŃCA
*1-3 października 2010
Sanatorium LEŚNIK | Sopot*


Spektakl realizowany w ramach 4. Międzynarodowego Festiwalu Form
Multimedialnych* TRANSVIZUALIA 010*

*Reżyseria i choreografia*: Magda Jędra i Anna Steller (Good Girl Killer)
*Występują*: Magda Jędra, Tatiana Kamieniecka, Ramona Nagabczyńska, Anna
Steller
*Muzyka*: Rafał Dętkoś, Karolina Rec
*Obraz*: Patrycja Orzechowska
*Światła*: Michał Kołodziej
*Kostiumy*: Julia Porańska
*Produkcja*: Emilia Orzechowska

*Miejsce*:
Sanatorium Uzdrowiskowe LEŚNIK | inhalatorium solankowe
Sopot, ul. 23 Marca 105 (dojazd autobusem linii 143)

*Czas*:
1 października | godz. 19.30 | PREMIERA | wstęp na zaproszenia
2-3 października | sobota-niedziela | godz. 19.30 | bilety + karnety TV010

*Wstęp*: bilety w cenie 10 zł do nabycia przed spektaklem + karnety na
całość Festiwalu Transvizualia 010

*Projekt zrealizowano przy wsparciu Urzędu Miasta Sopotu.
Projekt pod Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta Sopotu Jacka
Karnowskiego.
Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.*

 

Published in Article
Teatr Dada von Bzdülöw, Gdańsk
Czerwona trawa
Boris Vian

Boris Vian, jeden z duchowych ojców Teatru Dada von Bzdülöw, wraca w kolejnej realizacji zespołu. W swojej szesnastoletniej historii Teatr Dada już dwukrotnie inspirował się literacką spuścizną francuskiego pisarza tworząc widowiska o tytułach: "Wyrywacz serc, czyli balia hańby" oraz "Łapiti kontra reszta świata".

Czerwona Trawa to kolejne spotkania Teatru Dada z Borysem Vianem. Wielowymiarowy język teatru tańca stanowi świetny punkt wyjścia do twórczej próby interpretacji pisarstwa artysty, który w tak niezwykły i niebanalny sposób mierzy się z życiem, młodością, starością, miłością i śmiercią.
Reżyseria: Katarzyna Chmielewska, Leszek Bzdyl
Scenografia i kostiumy: Maciej Chojnacki
Muzyka: Mikołaj Trzaska
Video: Kamila Chomicz
Występują: Katarzyna Chmielewska, Tatiana Kamieniecka, Ula Zerek, Leszek Bzdyl, Radek Hewelt, w sekwencji video gościnnie Cezary Rybiński

Published in Announcement

He is a graduate with Industrial Design faculty of Fine Art Academy in Gdańsk. Rafał Dętkoś divides his creative activity into MUSIC and DESIGN. He is a co-creator of UCH and SOLARIS groups and “Światowej Sławy Śpiewaczka” (World Famous Singer). He also created music to theatrical performances, among others, “Eden'' at Dada von Bzdülöw Theatre and Occasional Theatre shows.

Electronic music presented by Dętkoś is a sound made with a computer, abstract sound form extracted from within a computer in a search for new musical expression.

2005, Music to theatre performance at ,Occasional theatre “Kwadrat. Wersja 6” (The Square. Version 6)” OFF de BICZ Stage in Sopot in the group: Rafał Dętkoś, Grzegorz Welizarowicz

2006, Music to theatre performance at Occasional theatre "Alchemik Halucynacji “ (Alchemist of Hallucinations) – OFF de BICZ Sopot Stage

2006, Music to a theatre performance at Dada von Bzdülöw “Eden” in the group: Rafał Dętkoś, Grzegorz Welizarowicz

2007, Music to the performance entitled "Visitores” by Julia Mach, Filip Szatarski - OFF de BICZ Sopot Stage

2009, Music to a performance at Occasional theatre "Powiększenie” (Magnification) OFF de BICZ Sopot Stage in the group: Karolina Rec (cello), Rafał Dętkoś (electronic music)

2009, Music to a performance "the fishinyou” by Julia Mach. The performance took place thanks to tanz ist Festiva

2010, Music to "Solaris" performance.

 

 

Published in Music

An excellent performance by Anna Steller and Jacek Krawczyk, “Delia”, the mysterious Delia Derbyshire from the BBC Radiophonic Workshops?
Anna Steller and Jacek Krawczyk, exceeding in their roles, admirable step masters, and Grzegorz Welizarowicz and Rafał Dętkoś, authors of minimalist compositions, can be admired in “Delia”, a unique performance, where dance and music combine to serve the abstract narration, starting with the birth of the Avant-garde agreed to be some point in the 1950s.
I detect here an esthetic intention, an esthetic manifest, a compact peformance world, and, at the same time, a very close almost direct contact with the authors, as if the sophisticated form had just been a pretext. “Delia” turns out to speak the everyday language of contemporary art, the everyday language of the Avant-garde.

 

Published in Review

Ostre dziewuszki z Zajęczego Wzgórza

 

"Dziewczęta z Zajęczego Wzgórza" w choreografii Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza i Anny Steller w Teatrze Patrz Mi Na Usta w Gdańsku. Pisze Łukasz Rudziński w portalu Trójmiasto.pl.

 

«Brutalność, agresja i elementy sado-maso stanowią najsilniejszy ładunek emocjonalny spektaklu Teatru Patrz Mi Na Usta pt. "Dziewczęta z Zajęczego Wzgórza" Krzysztof "Leon" Dziemaszkiewicz i Anna Steller postanowili zmierzyć się z tym, co spotyka nas na co dzień i dotyczy każdego, nawet, jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy.

Publiczność nie może czuć się komfortowo w zimnej, ziemistej sali gdańskiego Instytutu Sztuki Wyspa. Na niemal nagiej scenie przyciąga uwagę przewrócona kanapa salonowa. Gdzieś z boku świeci przenośna jarzeniówka, w tle światełka z podrzędnego motelu. Między sceną a widzami znajdują się jeszcze dwie bezlistne gałęzie. Przestrzeń gry zamyka projekcja na żywo. To właśnie włączenie kamery rozpoczyna spektakl, którego bohaterami są również widzowie, w których wycelowano oko kamery.

Dziemaszkiewicz znany jest z tego, że lubi zaskakiwać, poruszać, wywoływać skrajne emocje. Również tym razem sprawnie buduje napięcia dramatyczne. Jednak w "Dziewczętach z Zajęczego Wzgórza" właściwie przez cały czas pozostaje w cieniu Anny Steller. Tancerka prezentując bardzo dobry warsztat taneczny, ukazuje próby zmagania się z samą sobą, wyzwolenia z pęt, które krępują jej ciało. Ale widzowie "Dziewczyn..." nie zobaczą gładkiej, wzruszającej historyjki.

Tak, jak niespokojna muzyka sterowana ręcznie przez któregoś z wykonawców, tak i postaci widowiska (bliższego performance niż teatrowi tańca) ulegają metamorfozie. Steller przeistacza się w bezlitosnego oprawcę i za pomocą ręcznej kamery terroryzuje Dziemaszkiewicza oklejonego taśmą izolacyjną i ukrytego za upiorną maską. Ciało Dziemaszkiewicza pozbawione w ten sposób tożsamości, zostaje wystawione na widok publiczny, poprzez wyświetlenie sylwetki na ścianie. Brutalność, agresja, elementy sado-maso stanowią najsilniejszy ładunek emocjonalny spektaklu i nawiązanie do estetyki performance i wideoartów skandalizującej, katowickiej grupy Suka Off.

Najnowsza realizacja Teatru Patrz Mi Na Usta nasycona jest mocnymi obrazami. Współpraca na scenie przeradza się w walkę i zmaganie się ze sobą (demoniczno-mechaniczne tango), rywalizacja zmienia się w próbę zdominowania partnera. Mało w tym tańca, więcej ruchu, czasem ledwie naszkicowanego, który sam w sobie niewiele znaczy. Kuleje nadmiernie powtarzalna choreografia zespołowa, stanowiąca ewidentne szwy przedstawienia na tle przemyślanych scen solowych i wspólnie skomponowanych obrazów, drażni wielki niebieski ekran na ścianie, gdy kamera jest wyłączona.

Samo uruchomienie drugiego planu - będącego kontrapunktem dla wydarzeń na scenie - również nie należy do nowatorskich. Kamera, która do naszego teatru trafiła na fali zachwytu teatrem niemieckim, stała się środkiem strasznie ogranym i niełatwym do zastosowania "z głową". Jednak Dziemaszkiewiczowi i Steller udało się z dosyć banalnego środka uczynić ważne narzędzie scenicznej wypowiedzi.

Najnowsze widowisko spod znaku Teatru Patrz Mi Na Usta jest ciekawą propozycją dla sympatyków Krzysztofa "Leona" Dziemaszkiewicza i jego teatru. W duecie z Anną Steller zrobił on spektakl, w którymś chodzi o coś więcej, niż epatowanie widzów nagością, czy zaprezentowania "człowieka w kryzysie". Idzie nowe w twórczości Leona?

 

Łukasz Rudziński, www.trojmiasto.pl


Published in Reprint

Świetna improwiz-Akcja w Żaku

 

Wydawałoby się, że improwizacja, jako dziedzina teatralnej aktywności, najlepsze lata ma już za sobą. Nic bardziej mylnego. Najnowsza realizacja grupy Good Girl Killer, "Akcja", znakomicie wpisuje się w powracający nurt łączący pogranicze teatru ze sztuką performance.

Na scenie czwórka bohaterów czekająca na świąteczny obiad, stół, krzesła i obudowany tekturą ekran monitora. Redukcja jako naczelna zasada organizująca spektakl obejmuje wszystko – fabułę dramatu, ekspresję środków wyrazu jak również kolejne inter-akcje pomiędzy postaciami.

Rzeczywistość zredukowana do minimum, a jednocześnie znakomita interpretacja dramatu Sama Sheparda. W gdańskiej "Akcji" wyrażone zostaje wszystko to, co najważniejsze w sztuce Amerykanina. Absolutna pustka i niemożność podjęcia jakiegokolwiek działania, przejmująca nuda i całkowity brak porozumienia. A w przerwach kolejne próby przełamania nieznośnego status quo.

W tym podejmowanym działaniu i jego rezygnacji zamyka się zresztą cały tragizm bohaterów sztuki. Nie wiadomo bowiem, co wydaje się gorsze – obojętność wpatrzonych w ekran telewizora oczu, czy podszyte fałszem, niezdarne próby "pchnięcia" akcji do przodu.

Punktów wspólnych z "Kartoteką" Tadeusza Różewicza, czy teatrem Samuela Becketta, znajdziemy w spektaklu więcej, nie one jednak okazują się najbardziej godne uwagi. Wszystko co najważniejsze zamyka się bowiem w grze opartej na scenicznej improwizacji, świetnie przeprowadzonym "tu i teraz", realizującym się w tak prostych działaniach, jak krojenie chleba, patroszenie ryby czy koncentracja na wzajemnym byciu na scenie

Całość nasuwa skojarzenia ze znakomitym "Factory 2" Krystiana Lupy. Unikając wartościowania, oba spektakle zdają się opowiadać o świecie w podobny sposób. I nie tylko dlatego, że napisany w latach 70-tych dramat Sheparda bezpośrednio zazębia się z tym, co tak znakomicie uchwycił w swoim spektaklu Lupa.

Obie realizacje łączy coś więcej, odwaga pokazania pustki na scenie. Pustki, która rozgrywa się na oczach znudzonego widza, w często nieudolnej interakcji pomiędzy nim, aktorem, a odgrywaną przez niego postacią. W przestrzeni, w której "pod pozornym bezruchem pulsuje rytm napiętej, wytężonej obecności bohaterów i ich duchowej absencji" (fragment programu). Czy może być coś bardziej fascynującego.

 

http://kultura.trojmiasto.pl/Swietna-improwiz-Akcja-w-Zaku-n28528.html

 

Published in Reprint
Page 1 of 2