W bogatym programi Otwartego Kurortu Kultury w Sopocie warto zwrócić uwagę na performance
w ramach projektu CROSSACTIONS : URBAN TALES
22-23.07 | piątek 12.00, sobota 13.00 | ul. Haffnera – przy niebieskim drzewie | performance Uli Zerek pt.: Polka Dot
22-24.07 | piątek – niedziela | 21.00-23.00 | Plac Przyjaciół Sopotu – Alga | instalacja video Alicji Karskiej i Oli Went pt.: Sygnatury
22 i 24.07 | piątek i niedziela | 22.00 | ul. Haffnera 25 | performance Good Girl Killer pt.: Lotta i Gula
23.07 | sobota | 12.00 | plac na ul. Haffnera | performance Angeliki Fojtuch pt.: 2011 Sopot
W program CROSSACTIONS : URBAN TALES
Good Girl Killer - Anna Steller i Magdalena Jędra
Have a Nice Hell - performance w Galeri Pionova
" Performance zrealizowany w przestrzeni galeryjnej bez tetralnych atrybutów i zbędnej estetyzacji. Całość jest wariacją na temat strachu,
we fragmentach tak emocjonalną , że aż absurdalną"
27 listopada 2010 , godzina 19:00
Galeria Pionova , ul. Olejarna 2 / Gdańsk
bilet: 10 pln
Performance towarzyszy otwarci wystawy Galerii Pionova.
cytat w zapowiedzi spektaklu przywołał widmo Andre Bretona.
wielkim marzeniem artystów początku zeszłego wieku było tworzenie " z podświadomości" , czemu służyć miało choćby wsłuchiwanie się w "źródło podszeptu" , picie, palenie, zjadanie przeróżnych substancji , albo " ecriture automatique" , jako metoda pracy twórczej, by wymienić te szkolne wynalazki surrealizmu, bez popadania w zasadniczy ton.
każdemu kto próbował, tych metod " na podświadomość" , nie trzeba tłumaczyć że to ścieżka zasadniczo zawodna, chyba że idzie w duchu koniunktury, podobnie jak modne mogą stać się obrazy malowane oślim ogonem.
karl gustav jung bardzo chciał rysować mandale, z podświadomości, niestety jako naukowiec szybko doszedł do wniosku, że kontaktuje się przeważnie z własnym " chceniem" a nie z podświadomością i samo wsłuchiwanie się " w źródło podszeptu" nie może być wystarczającą legitymacją tworzenia, chociaż jest zręczną techniką ćwiczenia uwagi, skierowanej na ego.
czy artystom potrzebne jest jeszcze więcej skupienia na niewyczerpanym źródle podszeptu ? sto lat po surrealistach, odbija się niestrawiona treść cudzych doświadczeń. podświadomość o której wiadomo że nie można do niej dotrzeć bo wtedy staje się świadomością, jest jak niewidzialny bombowiec za miliardy dolarów. można twierdzić, że jest, można go kupić, ale nikt go nigdy nie zobaczy.
freud, piewca ukrytych motywacji, umarł na raka wargi bo wieczni kopcił cygaro, a pieniądze z wieloletnich terapii przeznaczał na kokainę. ciekawe czy ukryta, oralna motywacja, pchnęła go do wynalezienia " psychologi głębi" . na pewno miał talent.
4 utalentowane tancerki, które z nazwiska wymieniam na końcu, zdając się na niewyczerpane źródło podszeptu, weszły do opróżnionego basenu po solance. zaprosiły do współpracy tandem stałych współtwórców i zabawiały wcale liczną publiczność, tak sprytnie ustawioną wokół wysokich barier wysokiej sztuki, że żeby obejrzeć cały spektakl, każdy musiał unosić się metr nad chodnikiem. to nie wszystkim udawało się, więc niektórzy krążyli wokół basenu, oglądając za każdym razem inna część rozgrywanych na dnie scen.
czarująca atmosfera miejsca, pająki na suficie, bliskość lasu, krystaliczna solanka, stosy oszronionych badyli, statyczna, ciągnąca się muzyka, która nigdy nie osiąga kulminacji i nie znajduje rozwiązania, cztery tancerki na dnie basenu.
wokół aż gęsto od niewyczerpanych źródeł podszeptów.
kobiety wstrząsane drgawkami. przez chwilę pantomima. konfiguracje i układy napięć. na dnie basenu zadzierzga się psychiczny stan. osoby scalają się w osobę. rozpełzają się na duety. prowokacja pozostaje w granicach oparu, czar gęstnieje.
nie sposób obserwować wszystkiego jednocześnie. moja uwaga abstrahuje od domniemanej treści spektaklu i zwracam się do zmysłowej strony ludzkiej natury. momentami chaotyczna choreografia, zaciska się jak warkocz ciągniętej za włosy. spektakl osiąga punkt krytyczny. powracają posągowe, zmanierowane gesty - para posągów na skraju fontanny patrzy w dal, a jednocześnie dla wszystkich widzów, po środku sceny rozkwita duet sadomasochistyczny. prawidłowość interpretacji znajduje potwierdzenie w kolejnej scenie, angażującej wszystki cztery aktorki: kolejno jedna przyklęka, kuca, wchodzi w pozycję służebą, inna wstępuje jej na plecy, a dwie towarzyszą temu, trzymając aktualną dominantkę za ręcę na sposób wybitnie dworski. aktorki zmieniają się w tych rolach.
granice między partiami spektaklu są płynne. rozpoznanie że ktoś aktualnie ma solo, możliwe jest tylko w oparciu o subtelne rozłożenie napięć i intensyfikację mimiki. spektakl stabilizuje się ku końcowi. aktorki ponownie rozpełzają się po scenie, nieruchomieją, powracają do początkowej katatonii. koniec.
formalnie spetkal jest ewidentną improwizacją na przepracowanym temacie, wokół wcześniej przygotowanych szwów. jest to podstawowa metoda pracy we wszystkich trójmiejskich teatrach tańca, nie ma tu nowatorskich rozwiązań. nie ma też spetkakularnych zabiegów choreograficznych. podział na partie solowe i grupowe, jest czysto umowny, można powiedzieć " geograficzny" , bardziej niż strukturalny.
ci którzy przyszli pooglądać piękny taniec, mogli poczuć się zawiedzeni, ale bardziej doświadczeni widzowie, wiedzą już że piękny taniec jest po prostu passe a najważniejsze są wewnętrzne motywy i rozgrywanie własnych napięć, jako podstawowe tworzywo sztuki, bo do tego doszedł ogólnie wyzwalający postmodernizm i konia z rzędem temu kto przełamie tą tendencję, proponując strukturę jak diament.
a jednak " le sni" , spektakl, sięgający po " niewyczerpane źródło podszeptu" , traktowany tak jak chcieli zapowiadający go autorzy, jako instalacja site-specific, to przedsięwzięcie udane.
to igranie ze znaczeniem obecności aktorów, mogło wprawiać w konsternację ale mogło też wyzwalać widzów, odrywać ich skupioną, oczekującą uwagę. spektakl pozwalał sycić zmysły prowokowane światłem, dźwiękiem, ruchem, nie bez znaczenia był szczególny charakter domu zdrojowego w środku lasu, gdzie obudzeni somnambulicy, wdychając solankę przekraczają granicę między ruchem we śnie a ruchem na jawie.
wiadomo że ten spektakl nie rozegra się już w tym miejscu, tym bardziej, polecam obserwować, następny ruch grupy "Good Girl Killer" - Anna Steller i Magdalena Jędra, znieruchomiały już kilka miesięcy temu, podczas Gdańskiego Festiwalu Tańca. Wtedy jako "morskie koniki gnane popędem" ( tytuł spektaklu), a obecnie, jako wcielenie somnambulizmu, na dnie basenu. nawet całkowicie amatorska interpretacja w duchu psychoanalizy musi zwrócić uwagę na obecność wody, na wody odchodzenie i podmokłe rejony, ciemne obszary, podszepty i oślizgłe zejść w głąb.
Spektakl " le sni" stworzyli:
aktorki:
Magdalena Jędra i Anna Steller ( Good Girl Killer)
Ramona Nagabczyńska i Tatiana Kamieniecka
muzyka:
Rafał Dętkoś i Karolina Rec
obraz:
Patrycja Orzechowska
światło:
Michał Kołodziej
kostimy:
Julia Porańska
producent:
Patrycja Orzechowska
podszeptał
Bartłomiej Łuniewicz
DanceDesk
Punktem wyjścia do stworzenia spektaklu jest zjawisko somnambulizmu.
le sni jest wariacją na temat historii ludzi cierpiących na tę przypadłość. Jest
jednocześnie perspektywą dla opisu współczesności, zagubionych bohaterów
codzienności, nieświadomych swoich własnych motywów.
Spektakl teatru tańca w nurcie site-specific zostanie wystawiony w sopockim
sanatorium "Leśnik", w nieczynnym basenie zamienionym w salę inhalacyjną.
Sanatoryjne wnętrze z teatralnym oświetleniem, które tyleż odsłania co
zakrywa jego uroki, z wizualnym migotaniem obrazów, choreografią na cztery
"śniące" tancerki, muzyką na wiolonczelę i elektronikę, zbudują oniryczną,
senną atmosferę.
Somnambulizm (lunatyzm) to naukowy fenomen, którego nie udało się dotąd wyjaśnić, bo nie ma w pełni skutecznej metody leczenia jej. Niedawne badania wykazały, że osoby, u których występuje somnambulizm, często cierpią także na różnego rodzaju, czasem subtelne, zaburzenia oddychania w czasie snu. Charakterystyczną cechą u somnambulików są hiperaktywne fale delta, a to oznacza sen nadmiernie, patologicznie wręcz głęboki. Na sennowłóctwo cierpi podobno aż 2,5% ludzi na świecie, dla których codzienny spacer podczas snu to nic nadzwyczajnego. 25% z nich może wyrządzić sobie krzywdę niebezpiecznymi narzędziami czy też ostrymi krawędziami przedmiotów. Część z nich potrafi wychodzić za okno i spacerować po parapecie, inni wsiadają do samochodu próbując odjechać.
MULTIMEDIALNY SPEKTAKL TEATRU TAŃCA
*1-3 października 2010
Sanatorium LEŚNIK | Sopot*
Spektakl realizowany w ramach 4. Międzynarodowego Festiwalu Form
Multimedialnych* TRANSVIZUALIA 010*
*Reżyseria i choreografia*: Magda Jędra i Anna Steller (Good Girl Killer)
*Występują*: Magda Jędra, Tatiana Kamieniecka, Ramona Nagabczyńska, Anna
Steller
*Muzyka*: Rafał Dętkoś, Karolina Rec
*Obraz*: Patrycja Orzechowska
*Światła*: Michał Kołodziej
*Kostiumy*: Julia Porańska
*Produkcja*: Emilia Orzechowska
*Miejsce*:
Sanatorium Uzdrowiskowe LEŚNIK | inhalatorium solankowe
Sopot, ul. 23 Marca 105 (dojazd autobusem linii 143)
*Czas*:
1 października | godz. 19.30 | PREMIERA | wstęp na zaproszenia
2-3 października | sobota-niedziela | godz. 19.30 | bilety + karnety TV010
*Wstęp*: bilety w cenie 10 zł do nabycia przed spektaklem + karnety na
całość Festiwalu Transvizualia 010
*Projekt zrealizowano przy wsparciu Urzędu Miasta Sopotu.
Projekt pod Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta Sopotu Jacka
Karnowskiego.
Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.*
An excellent performance by Anna Steller and Jacek Krawczyk, “Delia”, the mysterious Delia Derbyshire from the BBC Radiophonic Workshops?
Anna Steller and Jacek Krawczyk, exceeding in their roles, admirable step masters, and Grzegorz Welizarowicz and Rafał Dętkoś, authors of minimalist compositions, can be admired in “Delia”, a unique performance, where dance and music combine to serve the abstract narration, starting with the birth of the Avant-garde agreed to be some point in the 1950s.
I detect here an esthetic intention, an esthetic manifest, a compact peformance world, and, at the same time, a very close almost direct contact with the authors, as if the sophisticated form had just been a pretext. “Delia” turns out to speak the everyday language of contemporary art, the everyday language of the Avant-garde.
Świetna improwiz-Akcja w Żaku
Wydawałoby się, że improwizacja, jako dziedzina teatralnej aktywności, najlepsze lata ma już za sobą. Nic bardziej mylnego. Najnowsza realizacja grupy Good Girl Killer, "Akcja", znakomicie wpisuje się w powracający nurt łączący pogranicze teatru ze sztuką performance.
Na scenie czwórka bohaterów czekająca na świąteczny obiad, stół, krzesła i obudowany tekturą ekran monitora. Redukcja jako naczelna zasada organizująca spektakl obejmuje wszystko – fabułę dramatu, ekspresję środków wyrazu jak również kolejne inter-akcje pomiędzy postaciami.
Rzeczywistość zredukowana do minimum, a jednocześnie znakomita interpretacja dramatu Sama Sheparda. W gdańskiej "Akcji" wyrażone zostaje wszystko to, co najważniejsze w sztuce Amerykanina. Absolutna pustka i niemożność podjęcia jakiegokolwiek działania, przejmująca nuda i całkowity brak porozumienia. A w przerwach kolejne próby przełamania nieznośnego status quo.
W tym podejmowanym działaniu i jego rezygnacji zamyka się zresztą cały tragizm bohaterów sztuki. Nie wiadomo bowiem, co wydaje się gorsze – obojętność wpatrzonych w ekran telewizora oczu, czy podszyte fałszem, niezdarne próby "pchnięcia" akcji do przodu.
Punktów wspólnych z "Kartoteką" Tadeusza Różewicza, czy teatrem Samuela Becketta, znajdziemy w spektaklu więcej, nie one jednak okazują się najbardziej godne uwagi. Wszystko co najważniejsze zamyka się bowiem w grze opartej na scenicznej improwizacji, świetnie przeprowadzonym "tu i teraz", realizującym się w tak prostych działaniach, jak krojenie chleba, patroszenie ryby czy koncentracja na wzajemnym byciu na scenie
Całość nasuwa skojarzenia ze znakomitym "Factory 2" Krystiana Lupy. Unikając wartościowania, oba spektakle zdają się opowiadać o świecie w podobny sposób. I nie tylko dlatego, że napisany w latach 70-tych dramat Sheparda bezpośrednio zazębia się z tym, co tak znakomicie uchwycił w swoim spektaklu Lupa.
Obie realizacje łączy coś więcej, odwaga pokazania pustki na scenie. Pustki, która rozgrywa się na oczach znudzonego widza, w często nieudolnej interakcji pomiędzy nim, aktorem, a odgrywaną przez niego postacią. W przestrzeni, w której "pod pozornym bezruchem pulsuje rytm napiętej, wytężonej obecności bohaterów i ich duchowej absencji" (fragment programu). Czy może być coś bardziej fascynującego.
http://kultura.trojmiasto.pl/Swietna-improwiz-Akcja-w-Zaku-n28528.html
Mirosław Baran, Gazeta Wyborcza - Trójmiasto nr 243.
18 października 2007
Trójmiejska scena tańca - powinno być dużo lepiej
Współczesny teatr tańca - pomimo licznych sukcesów - ciągle jest niedoceniany przez lokalnych urzędników. Bez ich konsekwentnej pomocy to najważniejsze trójmiejskie zjawisko artystyczne ostatnich lat może przestać istnieć. A na pewno nie będzie się rozwijać
Teatr Dada von Bzdülöw, Okazjonalny, Good Girl Killer, Kino Variatino, Cynada, Patrz Mi Na Usta, Amareya - przynajmniej parę z tych grup i projektów tańca współczesnego funkcjonujących w Trójmieście ciszy się sławą przynajmniej ogólnokrajową. Poza tym w Gdańsku mieszka paru artystów, biorących udział w różnych projektach; na przykład Przemysław Grządziela, współpracujący z Polskim Teatrem Tańca z Poznania czy Filip Szatarski, tańczący w Dada von Bzdülöw, w duecie z Austriaczką Julią Mach oraz solo. Tancerze ci przygotowali przez ponad dziesięć lat w sumie kilkadziesiąt nowych spektakli, wiele z nich stoi na niezwykle wysokim poziomie artystycznym.
Jest dobrze
Kilka z lokalnych formacji tańca wreszcie - jako efekt wieloletniej, konsekwentnej pracy - zaczyna odnosić ogromne sukcesy. I to bynajmniej nie tylko w Trójmieście czy Polsce. Teatr Dada von Bzdülöw konsekwentnie gra za granicą: ma za sobą już występy w ponad 20 krajach trzech kontynentów, w zeszłym roku z powodzeniem występował w La MaMa Theatre w Nowym Jorku - najważniejszej scenie niezależnej w tym mieście - przez ostatnie miesiące przygotowywał spektakl będący polsko-amerykańską koprodukcją w Filadelfii, zaraz po piątkowym występie na Gdańskiej Korporacji Tańca artyści wylatują do Izraela na Tel-Aviv Dance Festival. Do tego dochodzą tegoroczne nagrody dla Leszka Bzdyla, założyciela i lidera artystycznego Dady: Maiden International Theatre Award 2007, nagroda teatralna marszałka województwa pomorskiego za rok 2006 oraz Sztorm Roku 2006 - czyli nagroda czytelników "Gazety Wyborczej Trójmiasto". Intensywnie za granicą gra Teatr Okazjonalny Joanny Czajkowskiej i Jacka Krawczyka; ostatnio występowali w Rumunii i na Litwie, na początku listopada artyści jadą do Niemiec na Euro-Scene Festival. Krawczyk parę miesięcy temu otrzymał z rąk ministra kultury odznaczenie "Zasłużony dla kultury polskiej". Poza tym teatr Wybrzeże czy Teatr Muzyczny (z całym szacunkiem dla wykonywanej przez nich pracy), pomimo wielomilionowych dotacji i setek etatów, nie są regularnie zapraszane na występy w USA czy Niemczech, gdzie stanowią artystyczną "wizytówkę" naszego regionu. Mimo to teatr tańca współczesnego ciągle wydaje się niedoceniany przez pomorskich urzędników.
- Mógłbym szybko i łatwo powiedzieć, że sytuacja teatru tańca w Trójmieście jest zła. Ale zacznę inaczej. Jest dobrze - mówi Leszek Bzdyl z Dady von Bzdülöw. - Tak, jest dobrze. Dada od trzech lat regularnie jeździ po świecie. Zaczyna procentować konsekwentna praca Asi Czajkowskiej i Jacka Krawczyka z Teatru Okazjonalnego i ta grupa wchodzi obecnie na arenę międzynarodową. Spektakl "Good Girl Killer" był pokazywany w Pradze na ważnym festiwalu. Wielu tancerzy z Trójmiasta pracuje w Europie... Jest zatem dobrze. Ale powinno być... dużo lepiej. Jednak, zdani na własne siły, nie jesteśmy już w stanie zrobić nic więcej. Skonsumujemy naszą popularność, nie przekażemy naszego doświadczenia kolejnym generacjom. Trójmiejska scena tańca powstała praktycznie z niczego, na gruzach Teatru Ekspresji Wojciecha Misiuro. Był to oddolny ruch artystów, którzy wypracowali rozpoznawalny sceniczny dialekt i znaleźli własną publiczność. Tak, wykonaliśmy ogromną pracę. Taniec w Trójmieście stał się wyrazistym i profesjonalnym zjawiskiem artystycznym, z artystami z Trójmiasta realizowane są międzynarodowe projekty. Powinno to budzić szacunek, zwłaszcza że wsparcie finansowe dla przedsięwzięć tanecznego środowiska jest relatywnie poniżające. Po latach pracy myślę jednak, że naszym głównym problemem nie jest jedynie brak pieniędzy na realizację nowych spektakli. Trójmiejskiej scenie tańca potrzebna jest spójna polityka kulturalna miasta i województwa zdecydowanie promująca teatr tańca oraz praktyczna pomoc i wsparcie choćby jednej z kilkunastu funkcjonujących w Gdańsku instytucji kultury. Chodzi nam o rzeczy zupełnie normalne: scenę dostępną do codziennej pracy, pomoc zatrudnionych w instytucjach prawników i księgowych, nawiązywanie wyrazistej współpracy z parterami w Polsce i Europie oraz promocję naszych spektakli. Przecież Dada, Teatr Okazjonalny i inni artyści występując w Europie czy w USA są automatycznie elementem promocji Gdańska, Sopotu i całego województwa pomorskiego. Jesteśmy profesjonalnymi choreografami i tancerzami, a nie prawnikami, menedżerami, animatorami kultury. Jeśli nasze spektakle podróżują po świecie, to znaczy, że bijemy swoiste rekordy funkcjonalności. Ale wielu rzeczy nie potrafimy po prostu zrobić. Tracimy możliwość zrealizowania wielu projektów międzynarodowych, bo nie mamy za sobą wsparcia instytucji kultury. Tu niezbędni są owi prawnicy, menedżerowie i księgowi, którymi dysponują miejskie lub wojewódzkie instytucje kultury.
Mają stąd wyjechać?
Wydaje się, że sukcesy i poziom artystyczny sceny tańca przerósł oczekiwania trójmiejskich urzędników odpowiedzialnych za kulturę. Nie bardzo wiedzą zatem, jak wspomóc grupy, które nie mają własnej sceny, własnej osobowości prawnej (na przykład założonego stowarzyszenia) oraz potrzebują wsparcia nawet nie tyle w przygotowaniu premiery, ile codziennym funkcjonowaniu. Część z decydentów ciągle traktuje grupy taneczne jak teatry amatorskie. Nic bardziej mylnego. Artyści tworzący scenę tańca mają bardzo często - oprócz kilkunastoletniego doświadczenia - wykształcenie baletowe, ukończone szkoły tańca współczesnego w zachodnich ośrodkach, posiadają dyplomy tancerza wydawane przez Związek Artystów Scen Polskich, pracowali w zawodowych teatrach w całej Polsce - jako choreografowie, osoby odpowiedzialne za ruch sceniczny czy aktorzy - z najważniejszymi krajowymi reżyserami.
- Jestem pewna, że trójmiejskie teatry tańca zasługują na więcej uwagi ze strony urzędników - mówi Anna Haracz z Kino Variatino (na Gdańskiej Korporacji Tańca artystka pokaże w sobotę swoje nowe solo "Małpy 3"). - Na początku część z nas faktycznie była amatorami, ale przez dziesięć lat wykonaliśmy masę pracy; znaleźliśmy publiczność, której zwrot "taniec współczesny" nie jest obcy, pojawia się coraz więcej premier widowisk tanecznych, spektakle moich kolegów są coraz lepsze, a przede wszystkim profesjonalne. Oglądam widowiska z Zachodu i widzę, że nasze produkcje nie są od nich gorsze. Kilka z trójmiejskich grup jest regularnie zapraszanych na występy za granicą: to chyba o czymś świadczy. My pracujemy z pasji, a często musimy stanąć przed bardzo praktycznymi problemami jak miejsce na próby czy finanse na produkcję. Są miejsca, w których jesteśmy szanowani i zapraszani, ale z drugiej strony w niektórych miejscach takiego szacunku zupełnie nie czuję. Jeżeli są w Trójmieście sale przystosowane do prób teatru tańca, to zasługujemy na większy dostęp do nich. Leszek Bzdyl dodaje: - Zupełnie nie pojmuję, dlaczego przez nieuwagę uśmierca się to, co jest tak bliskie trójmiejskiej tradycji artystycznej. Nie wiem, dlaczego od kilku lat wszyscy unikają poważnej rozmowy na ten temat. Czy mamy stąd wszyscy wyjechać?
Nieporozumień nie da się uniknąć
Miejscem, w którym ma być - w założeniu władz miasta - promowany taniec współczesny w Gdańsku, jest klub Żak. Jednak od paru lat pojawiają się tarcia pomiędzy tą instytucją a artystami. - Klub Żak jest miejską instytucją kultury i jednocześnie głównym organizatorem festiwalu Gdańska Korporacja Tańca, który jest praktycznie w całości finansowany przez miasto - mówi Anna Czekanowicz z biura prezydenta Gdańska ds. kultury. - To właśnie ta instytucja przygarnęła Teatr von Bzdülöw i wspiera go najlepiej jak potrafi. Nigdy, w sytuacji gdy pojawiają się dwa organizmy, których interesy mogą się różnić, nie da się uniknąć nieporozumień. Wierzę w to, że przy dobrej woli klubu i teatrów da się je pokonać. Jestem przekonana, że klub Żak jest świadomy istotności tego festiwalu i potrzeb związanych z tym środowiskiem.
Główna pomoc, jaką może w tej chwili artystom zaoferować pomorski Urząd Marszałkowski, to dotacje wspierające realizację kolejnych premier. - Mamy w Trójmieście tradycję Teatru Ekspresji, jest kilka ciekawych osobowości artystycznych - uważa Władysław Zawistowski, dyrektor departamentu kultury w Urzędzie Marszałkowskim. - Jednak są to działania rozproszone, artyści nie podejmowali prób instytucjonalizacji swoich działań. Jeżeli chodzi o jednorazowe inicjatywy, to chętnie i regularnie wspieramy je finansowo. Ale nie mogę kazać, na przykład, podległemu nam dyrektorowi teatru Wybrzeże, by nagle zadbał o sale prób dla grup tańca i zajął się ich promocją.
Komentarz
Przygotowując powyższy tekst, a także wielokrotnie wcześniej, rozmawiałem z obiema stronami "barykady" - urzędnikami i artystami. Ci pierwsi opowiadają, że tancerze sami się do nich nie zgłaszają ze swoimi problemami, "a oni za artystami biegać nie będą". Tancerze unikają urzędników, zniechęceni dotychczasowymi spotkaniami, z których - jak doskonale widać - tak naprawdę niewiele wynikło. Władze muszą w pełni zdać sobie sprawę z tego, że mają do czynienia z artystami z ogromnymi osiągnięciami i potencjałem, zasługującymi na poważne wsparcie. Artystami, którzy świadomie wybrali Trójmiasto jako miejsce swojej pracy; artystami, których każdy kolejny sukces jest też sukcesem naszego regionu. Problem, przynajmniej na jakiś czas, rozwiązać może dofinansowanie klubu Żak (także przez Urząd Marszałkowski) w takiej skali, aby scena mogła być pozostawiona wyłącznie do użytku teatru tańca i aby znalazł się dodatkowy etat dla kompetentnej osoby promującej działania trójmiejskich grup. Jednorazowe dotowanie spektaklu w niczym na dłuższą metę nie pomoże. Chyba że, tak naprawdę, urzędnicy nie widzą w Trójmieście miejsca dla profesjonalnego tańca współczesnego.
Ostatni dzień festiwalu Metropolia Jest Okey - Święto Kultury Trójmiasta 2009 , dedykowany był sztuce tańca współczesnego. W 9 odsłonach obejrzeliśmy to co najlepsze na trójmiejskiej scenie autorskich teatrów ruchu.
Spektakle, które dzięki festiwalowi mogliśmy oglądać, dają wyobrażenie, o ogromnej różnorodności środków wyrazu, tam gdzie ciało w ruchu zdaje się być jedynym medium.
Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, przyjechał na rowerze. Po ciemku objechał scenę, odstawił rower i rozejrzawszy się spojrzeniem z nadświatów, niejako wylądował, w postaci giganatycznego niby-zająca.
Obejrzeliśmy 3 długie rundy zdającego się nie mieć końca zmagania Iwony Gilarskiej i Anny Jędrzejczak- Skutnik w ramach "Projektu Walki". Spektakl adaptuje formę nieomal groteskową- zapasy w stylu wolnym, zmierzając do ukazania natury zmagań zpolaryzownych antagonistów.
Performance Good Girl Killer dotknął równoczesności procesów w ramach domniemanej hiperosoby, gdzie sprawianie rybich łbów i ogonów, towarzyszy infantylnej ekstazie, a całość kończy mini konkurs na lepszą piosenkę.
Zbierzność rekwizytów - ryba - patroszona przez Annę Steller, we wspólnej z Magdą Jędrą akcji Good Girl Killer, antycypowana jest w otwierającym przegląd przedstawieniu, gdzie Julia Mach, wychodząc z pół-lotosu, w miarę rozwoju narracji towarzyszącego jej filmu , zdaje się przechodzić stadia między medytującym człowiekiem, kijanką i urokliwą sugestią dokonanej przemiany w rybę.
Zderzenie z otwarcie improwizowaną formą przedstawienia "So Special", zelektryzowało publiczność, dotkniętą bezpośrednio zadziorną swobodą Katarzyny Chmielewskiej i Anny Steller - rudymentarna scenografia, tapir, czarno-biale kostiumy i zawrotne tempo ruchu - sprowokowały owacje.
Mieliśmy przyjemność obcowania z graną na żywo oryginalną muzyką, tak w spektaklu Uli Zerek, " Humuli Lupuli", gdzie dyskretny urok, szeroki puls kontrolowany był obecną na scenie parą marimba- violonczela, przenosząc wrażenie wysycone człowieczeństwem, proste i przyjemne, jak i u Anny Haracz, w fragmentach spektaklu " ...ale jest jeszcze prawda" - według Anny Haracz i Tomasza Antonowicza "...ale jest jeszcze prawda" to współtworzenie domniemanego sensu widowiska aktywizowane w relacji tancerka - muzyk, relacji mitologizowanej według schematycznych konfiguracji aktywności: dominacji-zazdrości- uwodzenia, obojętności-ubóstwienia - bo i przedmiot - instrument- gliniany dzban-udu, stał się na chwilę piedestałem tancerki.
DanseNoire Joanny Czajkowskiej, "Śmierć", zwieńczył wieczór ostatniego dnia festiwalu. Solo to, mroczne, drżące, skłaniające się ku metafizyce, pojętej według literatury, naniosło babilońskich osadów, jakby z półek z księgami o czarnej magii. Obserwowaliśmy mikroruchu skupionej, tężejącej tancerki na tle z ogromnej, czarnobiałej projekcji: sugestywny fraktal, uporczywie symetryczny kwiat- czaszka,
obraz potęgujący wrażenie nieuchronności i wszechobecności Śmierci.
Popisy solistów i składów, oryginalna muzyka, rzadkie projekcje wideo, formy wystudiowane i domknięte obok bezkompromisowych, nieokiełznanych improwizacji - 9 przedstawień twórczych i niezależnych artystów uprawiających sztukę tańca współczesnego, gdzie ekspresja ciała, samoświadomość aktorów, to co wiedzą o sobie i sztuce swojego czasu, widać jak na dłoni. Teatr ruchu, ta piękna i szczera forma ludzkiej aktywności zmierzająca do komunikacji myśli, emocji, ujawnijąca ambicje, pozwala doświadczyć jakże sycącej bliskości z momentem twórczego napięcia, to wrażenie tak wyraźne w skądinąd minimalnym spektaklu Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza, ale także w improwizacji Katarzyny Chmielewskiej i Anny Steller.
To co obejrzeliśmy dowodzi, że w Trójmieście, dzięki aktywności twórczych artystów powstają odważne spektakle- prowokujące, eksperymantatorskie, inteligentne. Nie brakuje pomysłów tam, gdzie tworzywem jest ciało w ruchu i gra skojarzeń. Nie zabrakło zainteresowanej, otwartej, chłonnej publiczności.
W festiwalu Metropolia Jest Okey - Święto Kultury Trójmiasta 2009, w ramach "Dnia Teatrów Niezależnych" udział wzięli, między innymi:
Julia Mach, Filip Szatarski, Rafał Dętkoś - " The Fishing You "
Anna Haracz i Tomasz Antonowicz -" ale jest jeszcze prawda"
Ula Zerek, Dominik Bukowski, Zosia Zerek - " Humuli Lupuli"
Iwona Gilarska, Anna Jędrzejczak- Skutnik " Projekt Walki"
Magalena Jędra " Paralell"
Katarzyna Chmielewska i Anna Steller " So Special"
Anna Steller i Magda Jędra - Good Girl Killer
Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz - "Belladonna For One Person"
Joanna Czajkowska "DanceNoire, Śmierć"
światło Bartosz Cybowski, Filip Szatarski
Klub Ucho w Gdyni.
Całość poprowadził Przemysław Gulda.
tekst : Bartłomiej Łuniewicz.
Ostatni dzień festiwalu Metropolia Jest Okey - Święto Kultury Trójmiasta 2009 , dedykowany był sztuce tańca współczesnego. W 9 odsłonach obejrzeliśmy to co najlepsze na trójmiejskiej scenie autorskich teatrów ruchu.
Spektakle, które dzięki festiwalowi mogliśmy oglądać, dają wyobrażenie, o ogromnej różnorodności środków wyrazu, tam gdzie ciało w ruchu zdaje się być jedynym medium.
Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, przyjechał na rowerze. Po ciemku objechał scenę, odstawił rower i rozejrzawszy się spojrzeniem z nadświatów, niejako wylądował, w postaci giganatycznego niby-zająca.
Obejrzeliśmy 3 długie rundy zdającego się nie mieć końca zmagania Iwony Gilarskiej i Anny Jędrzejczak- Skutnik w ramach "Projektu Walki". Spektakl adaptuje formę nieomal groteskową- zapasy w stylu wolnym, zmierzając do ukazania natury zmagań zpolaryzownych antagonistów.
Performance Good Girl Killer dotknął równoczesności procesów w ramach domniemanej hiperosoby, gdzie sprawianie rybich łbów i ogonów, towarzyszy infantylnej ekstazie, a całość kończy mini konkurs na lepszą piosenkę.
Zbierzność rekwizytów - ryba - patroszona przez Annę Steller, we wspólnej z Magdą Jędrą akcji Good Girl Killer, antycypowana jest w otwierającym przegląd przedstawieniu, gdzie Julia Mach, wychodząc z pół-lotosu, w miarę rozwoju narracji towarzyszącego jej filmu , zdaje się przechodzić stadia między medytującym człowiekiem, kijanką i urokliwą sugestią dokonanej przemiany w rybę.
Zderzenie z otwarcie improwizowaną formą przedstawienia "So Special", zelektryzowało publiczność, dotkniętą bezpośrednio zadziorną swobodą Katarzyny Chmielewskiej i Anny Steller - rudymentarna scenografia, tapir, czarno-biale kostiumy i zawrotne tempo ruchu - sprowokowały owacje.
Mieliśmy przyjemność obcowania z graną na żywo oryginalną muzyką, tak w spektaklu Uli Zerek, " Humuli Lupuli", gdzie dyskretny urok, szeroki puls kontrolowany był obecną na scenie parą marimba- violonczela, przenosząc wrażenie wysycone człowieczeństwem, proste i przyjemne, jak i u Anny Haracz, w fragmentach spektaklu " ...ale jest jeszcze prawda" - według Anny Haracz i Tomasza Antonowicza "...ale jest jeszcze prawda" to współtworzenie domniemanego sensu widowiska aktywizowane w relacji tancerka - muzyk, relacji mitologizowanej według schematycznych konfiguracji aktywności: dominacji-zazdrości- uwodzenia, obojętności-ubóstwienia - bo i przedmiot - instrument- gliniany dzban-udu, stał się na chwilę piedestałem tancerki.
DanseNoire Joanny Czajkowskiej, "Śmierć", zwieńczył wieczór ostatniego dnia festiwalu. Solo to, mroczne, drżące, skłaniające się ku metafizyce, pojętej według literatury, naniosło babilońskich osadów, jakby z półek z księgami o czarnej magii. Obserwowaliśmy mikroruchu skupionej, tężejącej tancerki na tle z ogromnej, czarnobiałej projekcji: sugestywny fraktal, uporczywie symetryczny kwiat- czaszka,
obraz potęgujący wrażenie nieuchronności i wszechobecności Śmierci.
Popisy solistów i składów, oryginalna muzyka, rzadkie projekcje wideo, formy wystudiowane i domknięte obok bezkompromisowych, nieokiełznanych improwizacji - 9 przedstawień twórczych i niezależnych artystów uprawiających sztukę tańca współczesnego, gdzie ekspresja ciała, samoświadomość aktorów, to co wiedzą o sobie i sztuce swojego czasu, widać jak na dłoni. Teatr ruchu, ta piękna i szczera forma ludzkiej aktywności zmierzająca do komunikacji myśli, emocji, ujawnijąca ambicje, pozwala doświadczyć jakże sycącej bliskości z momentem twórczego napięcia, to wrażenie tak wyraźne w skądinąd minimalnym spektaklu Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza, ale także w improwizacji Katarzyny Chmielewskiej i Anny Steller.
To co obejrzeliśmy dowodzi, że w Trójmieście, dzięki aktywności twórczych artystów powstają odważne spektakle- prowokujące, eksperymantatorskie, inteligentne. Nie brakuje pomysłów tam, gdzie tworzywem jest ciało w ruchu i gra skojarzeń. Nie zabrakło zainteresowanej, otwartej, chłonnej publiczności.
W festiwalu Metropolia Jest Okey - Święto Kultury Trójmiasta 2009, w ramach "Dnia Teatrów Niezależnych" udział wzięli, między innymi:
Julia Mach, Filip Szatarski, Rafał Dętkoś - " The Fishing You "
Anna Haracz i Tomasz Antonowicz -" ale jest jeszcze prawda"
Ula Zerek, Dominik Bukowski, Zosia Zerek - " Humuli Lupuli"
Iwona Gilarska, Anna Jędrzejczak- Skutnik " Projekt Walki"
Magalena Jędra " Paralell"
Katarzyna Chmielewska i Anna Steller " So Special"
Anna Steller i Magda Jędra - Good Girl Killer
Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz - "Belladonna For One Person"
Joanna Czajkowska "DanceNoire, Śmierć"
światło Bartosz Cybowski, Filip Szatarski
Klub Ucho w Gdyni.
Całość poprowadził Przemysław Gulda.
tekst : Bartłomiej Łuniewicz.
A dancer and a choreographer in the years 1993/2000, an actress and a dancer at Dada von Bzdülöw Theatre. Among her teachers, there are David Zambrano, Ray Chung (contact improvisation), Imre Thorman (butoh), Itto Morita (butoh), Charlotte Vincent, Avi Kaiser, Leszek Bzdyl, Tero Saarinen, Johannes Randolf, Tatiana Baganova, Bernard Kesh, Nitta Little, Simone Sandrioni, Inaki Azpilliaga, Martin Kilvady, Susan Linke.
Since 2003 she co-founded Gravitation Dance Studio, - a dance instructor.
In 2003 she received a scholarship from Dance Web Scholarship , Impulstanz in Vienna.
She was an actress in "Look at My Lips" theatre of Krzysztof "Leon" Dziemaszkiewicz:
2004 – "Cafe Domino zaprasza” (Welcome to Cafe Domino), Look at My Lips theatre
2005 – "Różana Góra” (Rose mountain) , Look at My Lips theatre
2005 - "Variete Cameleon" , Look at My Lips theatre
in 2008 part of production entitled "Dziewczęta z Zajęczego Wzgórza” (Girls from Hare Hill), a duo with Leon Dziemaszkiewicz.
Part of the performance "Dziewczęta z Zajęczego Wzgórza” (Girls from Hare Hill) Anna Steller/Krzysztof Dziemaszkiewicz
Starting 2005 she is a dancer and the founder of “Good Girl Killer" group – a phenomenal group which so far played in different cast configurations, “Good Girl Killer" as well "Akcje” (Actions) (2008) – a Shepard play adapted to dance theatre.
Other productions by Anna Steller:
2003 - "O!" a duo with Milena Rewińska – première 9 February 2003, Dance Corporation Gdańsk
2002 – "Dwie twarze szefuncia” (Two faces of the boss) – Polish version of one act play by Californian El Teatr Campesino
2001 - "La luta continua"- a solo choreography by Anna Steller
2001 – "Kochanek z akordeonem nie dożył premiery” (A lover with an accordion did not live to see the première) – in cooperation with Anna Haracz from Variatino Cinema
2000 - "Nietota"- a open air performance prepared for FETA Street theatre Festival
2000 - "Apartament 001" (Suite 001) – combined solo choreography by Katarzyna Chmielewska and Anna Steller
2001 – "Dni pozorne” (Mock Days)- a play by Marek Brand
2004 - "Odys SEAS" – a performance prepared within SEAS international project
2005 - "Juicy Flesh" a duo with Kasia Chmielewska Dada von Bzdülöw
2006 - "H.O.N.D." a performance by Mariola Brillowska – première Hamburg Kampnagel
2006 - "Eden" - Dada von Bzdülöw theatre
2006 – "co-operacja” (co-operation) -a choreographic project in cooperation with 7273 group, Emanuelle VoDinh and Alban Richard
2009 - Pixell Fall 3D – Polish-German multimedia production.

